Blog

Business is business – koniec Fabryki?

W wakacyjnym wydaniu Kuriera Gryfowskiego pojawiła się informacja o ogromnej inwestycji na terenie naszej gminy. Firma Luvena wykupi(ła) budynki byłych Fosforów, aby zainwestować w ich renowację i rozpocząć produkcję dając pracę kilkuset osobom. Brzmi świetnie, jednak w tej sprawie jest również druga strona medalu…

Do zarządu stowarzyszenia Mrowisko wpłynęło pismo z informacją o natychmiastowej eksmisji z Fabryki. Umowa na wynajem lokalu wygasła co prawda jeszcze przed Kwisonaliami, jednak urzędnicy zajęli się sprawa dopiero na początku sierpnia. Wcześniej, tj. 7 lipca do urzędu gminy wpłynęły pisma od zarządów stowarzyszeń Mrowisko i Awantura. Poinformowaliśmy w nich o chęci dalszej działalności w klubie Fabryka. W nowej umowie wynajmu miałaby zostać rozdzielona odpowiedzialność za poszczególne pomieszczenia na obydwie organizacje. Zaplanowaliśmy podział, w którym jedno stowarzyszenie odpowiadałoby za główną salę, a drugie za nieużywane dotąd podpiwniczenia Fabryki. Tydzień po złożeniu pism odbyłem spotkanie z burmistrzem, który zlecił wtedy swoim pracownikom sprawdzenie dokumentacji, aby się przekonać czy taki podział jest możliwy. W rozmowie wspomniał on o inwestycji Luveny, jednak nic nie zapowiadało przyszłego obrotu spraw.
Podczas wakacyjnego wyjazdu zadzwoniła do mnie Monika Ignaciuk, informując o tym, że według pisma, które otrzymała w Fabryce nie powinno już być żadnych rzeczy należących do stowarzyszeń. Zaniepokojony sprawą skontaktowałem się z zaprzyjaźnionym radnym, który dowiedział się od burmistrza, że we wrześniu Luvena da znać, czy ma ochotę kupić pomieszczenia po stołówce Fosforów, dziś stanowiące klub Fabryka. Jeśli firma nie zdecyduje się na zakup – Fabryka pozostanie, jeśli kupi – lokal zostanie przekształcony na biura Luveny. W wypadku zakupu dla stowarzyszeń rozpoczną się poszukiwania nowej lokalizacji klubu.
Business is business, władzom miasta bardziej zależy na pieniądzach niż na odrapanym lokalu dla młodzieży. Jest to dla mnie całkiem zrozumiale, jednak pozostaje pewien niesmak. Szkoda, ze jasna informacja o planach władz co do Fabryki nie padła wcześniej. Istniała plotka, jednak jej potwierdzeniem był nakaz eksmisji 1 sierpnia. Wcześniej nikt z kompetentnych ludzi nie otrzymał informacji na temat możliwości nie przedłużenia umowy.
Co teraz? Zakładając optymistyczny bieg wydarzeń – nie odbędzie się wakacyjna impreza w Fabryce, we wrześniu lokal zostanie przekazany do dalszego użytku i nastąpi kilka inwestycji (powstanie m. in. sala prób i studio). Pesymistycznie – Luvena kupi pomieszczenia, a władze miasta rozpoczną poszukiwania nowego miejsca, które będzie trzeba zagospodarować. Zrobimy to ponownie w ramach wolontariatu, za darmo, po ciężkim dniu w pracy/szkole. Pytanie tylko czy będziemy mieli tyle samo sil i chęci co przy Fabryce. A jeśli kolejne pomieszczenie tez zostanie zabrane i sprzedane?

Jakiś czas temu zaangażowałem się w życie publiczne miasta. Zrobiłem to z wiarą, że może być lepiej, ciekawiej, weselej, a przede wszystkim bardziej młodzieżowo. A jak jest? Gorzej niż było. Stowarzyszenie Awantura pomimo licznych działań nie otrzymało żadnego wsparcia finansowego, władze co prawda nie przeszkadzają, co nie oznacza że pomagają. W mieście nie ma lokali, działająca od czasu do czasu Fabryka może zniknąć, M-GOK nie ma absolutnie żadnych propozycji dla młodzieży w wieku 16-26 lat, jest nudno, a młodzi uciekają do większych miast.
Gdy jakiś czas temu wziąłem udział w akcji protestacyjnej, która doprowadziła do odwołania poprzedniego dyrektora M-GOK, żywiłem nadzieję, że na to stanowisko znajdzie się osoba z odpowiednią charyzmą i wizją. Niestety, kandydatów było zaledwie dwóch i „czarnego konia” zabrakło. Obecnie ośrodek kultury działa o wiele prężniej, niż pod poprzednim zarządem, jednak są to działania skierowane głównie do dzieci, tudzież jakieś wiejsko-blokowiskowe festyny. Dla młodzieży nadal nic. Pamiętam, jak kilkukrotnie burmistrz mówił, że Gryfów potrzebuje czegoś, co wyróżniałoby go na tle innych miast. Szkoda tylko, że nie widzi, że cos takiego buduje się pod nosem. Kwisonalia to wielka i droga lipa. Za takie pieniądze można by zorganizować imprezę, na którą przyjechaliby ludzie z całej Polski. Jak? No właśnie… Pomysły to dopiero prawdziwy biznes, bardziej opłacalny niż sprzedaż nieruchomości. Ja mam sporo swoich, do tego znam ludzi, którzy mają własne, ciekawe i na poziomie XXI wieku. Na razie brak pieniędzy na realizację. Być może któregoś dnia je zarobię, ewentualnie włodarze Gryfowa zrozumieją, że warto by było być bardziej przychylnym w stosunku do ludzi z pomysłem.

Podsumowując, może warto przekazać zarządowi Luveny, że gdy kupią klub Fabryka doprowadzą do ucieczki znudzonej Gryfowem młodzieży. W pięknej i nowoczesnej fabryce nie będzie miął kto pracować, a w biurach zabraknie ludzi inteligentnych. Pracowników trzeba będzie szukać w sąsiednich gminach, wzrosną koszty dojazdu, a potem firma zbankrutuje :).
Jak na razie trzyma mnie tu kilka spraw, jednak każdy dzień coraz bardziej skłania mnie, aby wybrać drogę podobną do moich znajomych. We Wrocławiu animacja kultury, którą tak lubię będzie stała na wyższym poziomie. Szkoda, że nie u nas.

Ciach Party – szczurza relacja


Wertując dziś śmieci na moim dysku twardym natknąłem się na relację z Ciach! Party. Wcześniej tekst ten pojawił się na stronie odloty.gryfow.info, jednak wydaje mi się, że widziała go znikoma liczba osób. Dla przypomnienia: Ciach! Party odbyło się daaawno, daaaaaawno temu, bo 26 kwietnia. Organizatorem było stowarzyszenie Awantura, a za gramofonami stanęli DJ Miśek i DJ Claudyny. Oprócz tekstu do obejrzenia czeka trochę zdjęć, zapraszam do czytania i oglądania.

Życie nie zawsze jest usłane świeżutkimi resztkami żarcia i darmowym alkoholem. Nazywam się Przegryz, jestem szczurem i od 2 lat mieszkam w Fabryce. Do niedawna było super. Żyłem jak król w mojej norce, co rusz zapraszając młode szczurzyce na prywatki. Od czasu do czasu ludzie urzędujący na górze organizowali imprezki. Wtedy było już całkiem grubo i przychodzili znajomi z pobliskich kanałów. Pamiętam jak dziś, jak raz wpadła z nimi szczurzyca Pikantna, zrobiona na bóstwo. To była niesamowita noc, poznałem ją, biegaliśmy razem po parkiecie, a potem zajadaliśmy się resztkami. Pikantna została u mnie na noc, a potem odprowadziłem ją do domu na rynku.

Jednak od dłuższego czasu ludzie nie kombinowali nic w Fabryce. Do przedwczoraj, kiedy to zauważyłem, że przywożą swój sprzęt. Ucieszyłem się i wpadłem na rynek odwiedzić Pikantną. Pikantna bez zastanowienia zdecydowała się przyjść do mnie. Szczęśliwy popędziłem najciemniejszymi kanałami do mojego domu. Na miejscu spotkał mnie szok. Ludzie rozbierali moją chatę. To była cudowna śmieciowa willa w podpiwniczeniu Fabryki. Ci barbarzyńcy zabierali wszystko, pakowali do plastikowych toreb i wynosili do pobliskiego śmietnika. Nie mogłem nic poradzić. Co prawda udało mi się jednego z nich wystraszyć, ale wtedy zaczął we mnie rzucać jakimiś głazami i musiałem przeprowadzić bohaterski odwrót.
Gdy wróciłem zastałem zniszczoną posiadłość, barbarzyńcy wynieśli i wymietli dosłownie wszystko. Moje skrzętnie dobieranie meble z opakowań po herbacie, idealnie wyprofilowane łóżko z butelek, śpiżarnia z tonami smaczniutkich resztek – dorobek całego życia przepadł w przeciągu godziny. Najgorsze w tym wszystkim było to, że kolejnego dnia miała być impreza, a ja nie miałem odwagi powiedzieć Pikantnej, że jestem bankrutem.
Noc spędziłem na wędrówkach do pobliskiego śmietnika, starając się przenieść z powrotem do Fabryki chociaż cześć utraconych przedmiotów. Nie było to jednak proste. Udało mi się przytaszczyć jedynie łóżko, w którym nad ranem zasnąłem podłamany.
Gdy się obudziłem postanowiłem wszystko odwołać. Poszedłem do znajomych z kanału obok. Powiedzieli, że i tak wpadną i jak nie mam gdzie mieszkać, to tymczasowo mogę u nich. Jak to mówią: „prawdziwe szczury poznaje się w biedzie”. Podziękowałem im, jednak powiedziałem, że sam dam jakoś radę. Następnie wybrałem się na rynek, powiadomić o sytuacji Pikantną. Powiedziała, że mimo wszystko wpadnie wieczorem i zrobi mi małą niespodziankę. Podbudowany wróciłem do Fabryki i z niecierpliwością oczekiwałem zmroku.
Pierwsze wpadły szczury z kanału obok, przyniosły świetny, lekko zzieleniały serek i piwko które znalazły po drodze. Pikantna trochę się spóźniła. Przyturlała ze sobą prawie pełną butelkę Tequili. Nie chciała powiedzieć skąd to wzięła, właściwie nie miało to większego znaczenia.
Zajęliśmy się konsumpcją sera. Wtedy zauważyłem, że okruszki przylepiają się do wąsika Pikantnej. Wyglądała uroczo podczas podgryzania serka. Następnie zajęliśmy się rozpracowaniem piwka przytaszczonego przez chłopaków z kanału. Pokazałem, że nie na darmo nazywają mnie Przegryz i wygryzłem w puszce po dziurce do picia dla każdego. Tequile od Pikantnej postanowiliśmy zostawić na trochę później, a tymczasem wskoczyliśmy w wentylację i uderzyliśmy na górę zobaczyć, co ci głupi ludzie wyczyniają na parkiecie.
Była 21:30 sala świeciła jeszcze pustką. Nie zastanawiając się zbytnio wyszliśmy na parkiet trochę się pogibać. Pikantna wybrała ciemne miejsce w rogu sali. Chłopaki z kanału jeszcze nie do końca mieli nastrój do baletów, więc dołączyłem do szczurzycy, nie zważając na ich smutne ryje. Tańczyliśmy około 5 minut, gdy jedna z ludzkich samic zaczęła piszczeć i wydzierać się: „Tu są myszy!” Złapałem Pikantną i szybko wróciliśmy do wentylacji. Denerwujące jest, że wołają na nas myszy. Ignoranci. Po powrocie do mojej miejscówki zajęliśmy się Tequilą, która okazała się przepyszna.
Gdy skończyliśmy wybiła 22:30, czyli czas oficjalnego początku imprezy. Wróciliśmy na salę, były małe problemy w dotarciu z powodu kanalarzy – ich nastrój zmienił się na typowo imprezowy, a przy okazji mocno opóźniający marsz. Po wejściu na salę zaproponowałem schowanie się pod sceną, aby nie powtórzyła się poprzednia sytuacja. Pomysł spodobał się moim kompanom i już chwilę później nad nami zaczął grać DJ Miśek. Wyjrzałem spod sceny, żeby zobaczyć, co wyczyniają ludzie. Było ich całkiem sporo i bujali się dziwacznie pod sceną. Żal było patrzeć, aż by się chciało nauczyć ich paru stylowych szczurzych ruchów. Miśek grał do 24:00 prezentując dobrze znane kawałki. Pikantna była wniebowzięta. Tuż przed zmianą DJ’a pod scenę wpadło kilka znajomych szczurzyc ze stacji kolejowej. Na pyskach chłopaków z kanałów pojawiły się w końcu wyraźne uśmiechy. Aż dziw bierze, że nie wpadli na to, że można było je wcześniej zaprosić.
Tymczasem na górze rozpoczął grać DJ Claudyny. Zrobiło się głośniej i ciężej, w porównaniu z występem Miśka. Z Pikantną nie zawsze potrafiliśmy się odnaleźć przy tych rytmach. Najgorszy był jednak chwilami nadmierny hałas muzyki. Około 1:00 znów wyjrzałem co robią ludzie. Było ich około 90-ciu i nadal dziwacznie się bujali.
Na scenie ponownie zjawił się Miśek. Jego muzyka była sposobnością, aby pobujać się z Pikantną. Bawiliśmy się świetnie, jeszcze przez godzinę. Potem ziomki z kanałów zaproponowały nam wypad do siebie na kolejna porcje pysznego serka. Podpita Pikantna zaproponowała, żebyśmy wyszli z przytupem, przebiegając przez całą salę. Wszyscy się uśmialiśmy i przystaliśmy na tę propozycję. Wybiegliśmy gromadą na parkiet powodując niezły popłoch wśród ludzi. Tym razem krzyczeli prawidłowo – „Szczury! Szczury!” Pobiegaliśmy trochę po sali robiąc niezłą trzodę, a gdy uchyliły się drzwi wyjściowe wybiegliśmy na zewnątrz. W doskonałych humorach udaliśmy się do kanału.
Następnego dnia wszyscy razem wróciliśmy do Fabryki poszukać gadżetów do mojego starego-nowego domu. Ludzie to straszni syfiarze, dzięki temu udało się nam skompletować część wyposażenia i zapełnić moją nową śpiżarnię. Następnie pożegnałem się z kanalarzami i szczurzycami ze stacji. Pikantna została ze mną, a nasz wspólny after trwał jeszcze do wieczoru.

2008.04.26 – Ciach Party

awantura.org


Rok przyszło czekać na start oficjalnej strony stowarzyszenia Awantura. Szablon www istniał już od dłuższego czasu, jednak brakowało w nim części grafiki i najważniejszego -treści. Jakieś dwa tygodnie temu postanowiłem dokończyć ten projekt (ech, te lenistwo), myśląc, że pójdzie szybko i gładko. Gdy przysiadłem do prac założyłem, że dokończę stronę w dwa dni.

Założenia, a rzeczywistość – zupełnie różne sprawy. Poskładanie wszystkiego do kupy zajęło mi tydzień pracy, po kilka godzin dziennie, a strona i tak jeszcze nie jest kompletna. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się znaleźć czas aby definitywnie dokończyć ten projekt.
W tej chwili i tak jest chyba całkiem nieźle. Jak na razie nie słyszałem negatywnej opinii o wygładzie, a to dla mnie najważniejsza część pracy. Sporym powodzeniem cieszy się dział download, do tego w przeciągu 3 dni od wrzucenia witryny na serwer odwiedziło ja ponad 200 osób. Może to nie nasza-klasa, ale cieszy. Jeśli jeszcze jej nie widziałeś nie pozostaje mi już nic innego tylko zaprosić na www.awantura.org.

H2SO4NALIA – relacja z imprezy


Czas na podsumowanie Alternatywnych Kwisonaliów aka H2SO4NALIA. Moja relacja z imprezy pojawiła się w najnowszym wydaniu Kuriera Gryfowskiego, a ponieważ miesięcznik ma marniutkie 1000 egzemplarzy nakładu, zapraszam do zapoznania się z tekstem na moim blogu. Na dokładkę trochę zdjęć z imprezy wykonanych przez Łukasza Macioszczyka, Michała Jankowieckiego oraz mojego. Jeśli ktoś posiada fotografie z soboty i chciałby się nimi podzielić proszę o kontakt.

Już drugi raz podczas Kwisonaliów odbyła się alternatywna impreza w klubie Fabryka, tym razem pod własną nazwą – H2SO4NALIA. Ideą było stworzenie alternatywy dla głównej sceny umieszczonej nad Kwisą. W Fabryce odbyły się występy „podziemnych” artystów, pasjonatów, dla których pieniądz i sława nie są najważniejszymi powodami pracy twórczej. W tym roku gościliśmy DJ-ów z Warszawy, Wrocławia, Kędzierzyna-Koźla i Zastruża oraz muzyków rockowych z Bydgoszczy, Kędzierzyna, Brzegu i Gryfowa.
Pierwszy dzień H2SO4NALIOW wypadł trzynastego w piątek. Feralna data nie miała jednak odbicia w klimacie imprezy, może nie licząc półtoragodzinnego poślizgu z powodu problemów technicznych. Artyści dojeżdżali do Gryfowa „na raty”. Jako pierwsi na sali pojawili się DJ Chris L i DJ Suicide – z głośników popłynęły pierwsze połamane drum`n`bass`owe dźwięki. Prawdziwy start imprezy odbył się jednak później. Pół godziny przed północą ludzie zaczęli masowo przychodzić do Fabryki, w tym czasie dojechała również ekipa z Warszawy, dopełniająca skład kolektywu 071. Na sali pojawiła się DJ Green Rose, DJ Kitty Litter Box, i VJ Bartek który po rozstawieniu sprzętu rozpoczął swoje show stanowiące wizualne dopełnienie do granej muzyki.
Około północy zrobiło się naprawdę duszno. Na parkiecie świetnie bawiło się ponad 200 osób. DJ-e z 071 Kolektyw doskonale łapali kontakt z publicznością, nie dając jej ani chwili wytchnienia. Pomagał im MC Antone, który swoimi rymami jeszcze bardziej podkręcał klimat imprezy.
Świetna zabawa trwała do godziny drugiej, gdy imprezę zakończono. Trochę wcześnie, jednak tylko na tyle lub aż na tyle pozwoliły władze miasta i służby zapewniające bezpieczeństwo.
Z poimprezowych rozmów z kolektywem dowiedziałem się ze zostali oni totalnie zaskoczeni przyjęciem w Gryfowie. Klimat imprezy tworzą przede wszystkim bawiący się ludzie, a tych u nas nie zabrakło. Jak mówił Kitty Litter Box biby takiego kalibru są rzadkością w dużych miastach. Często bywa tak, że ludzie po prostu stoją i patrzą na DJ-ów, a dla nich największą przyjemność z grania stanowi parkiet pełny tańczących ludzi. Wszyscy bardzo chętnie wrócą do Gryfowa przy najbliższej okazji.
Piątek 13 udał się świetnie i zostanie w mojej pamięci na długo. Opinie uczestników są równie pozytywne. Wszystkie osoby, które pytałem o wydarzenie, stwierdziły, że była to najlepsza elektroniczna impreza w Fabryce do tej pory.
Sobotni koncert był propozycją, z jednej strony, dla fanów cięższych brzmień, z drugiej zaś, dla miłośników reggae. Wieczór około godziny 21 rozpoczął występ gryfowskiej kapeli Noizone. Pierwszy koncert po dłuższej przerwie udał się nadzwyczaj dobrze. Muzycy dawali z siebie wszystko, jakby tylko przy okazji wprowadzając publiczność w trans. Noizone zagrało kawałki ze swojego najnowszego niepublikowanego jeszcze EP. W utworach niesamowita metalowa energia przeplatała się z delikatną melancholią. Dzięki doskonałym umiejętnościom technicznym członków kapeli efekt był oszołamiający. Na koniec chłopaki zagrali Secondary Revision, a po nich swoje przygotowania rozpoczął zespół Adwent.
Pochodzącą z Kędzierzyna-Koźla formacja ożywiła publiczność swoim występem. Adwent grał punka w najczystszej postaci, co okazało się pretekstem do rozpoczęcia pogo. Pod sceną zrobił się niezły kociołek, który dał kopa muzykom. Koncert wypadł dobrze, a co najważniejsze – rozkręcił imprezę.
Po Adwencie na scenie pojawiła się pierwsza z gwiazd wieczoru – Upside Down z Bydgoszczy. Kapela, słynąca z melodyjnego kalifornijskiego punka, zagrała największe hity ze swojego dorobku. Ich występ spotkał się z równie świetnym przyjęciem. Publiczność bawiła się doskonale. Kilka osób odważyło się nawet na stage diving*.
Ostatnim zespołem wieczoru było reggae`owe Lion Vibrations. Przed ich występem pojawił się jedyny zgrzyt – z przyczyn technicznych rozpoczęcie koncertu przesunęło się o około półtorej godziny, przez co duża część publiczności udała się do domów. Szkoda, ponieważ w pewnym momencie na Lion Vibrations przed Fabryką oczekiwała bardzo liczna grupa. Tych, którzy doczekali, spotkała bardzo miła niespodzianka. Odmiana klimatu imprezy udała się świetnie. Muzycy zagrali oszałamiający koncert, którego jakość można by porównać z odsłuchiwaniem nagrań studyjnych. – To pełny profesjonalizm, ani razu się nie pomylili – mówi Mokry z gryfowskiej Amanity Muscarii. – Na szczególną uwagę zasługiwała basistka zespołu, której głos wysyłał ludzi w podróż na Jamajkę.
Sobotni wieczór w Fabryce wypadł bardzo dobrze. Publiczności było nieco mniej niż w piątek, jednak tak to już jest z koncertami rockowymi w naszym kraju. Świetnie wypadło nagłośnienie imprezy, akustyka podczas wszystkich występów była bowiem najwyższych lotów. Gdyby nie długa przerwa pomiędzy Upside Down i Lion Vibrations, impreza mogła być jeszcze lepsza. Tegoroczna edycja Alternatywnych Kwisonaliów spotkała się z równie ciepłym przyjęciem, co zeszłoroczna impreza. Podobało się mieszkańcom Gryfowa (z nielicznymi wyjątkami – tych, którzy zbłądzili do Fabryki z występu Danzela), a co ciekawsze – podobało się również przyjezdnym. Podczas dwudniowej imprezy przewinęli się ludzie z Warszawy, Wrocławia, Jeleniej Góry i pobliskich miejscowości. Bywają na co dzień na podobnych imprezach u siebie i doskonale orientują się w realiach. Chcą wracać do gryfowskiej Fabryki, bo jak mówią, w niej są najlepsze imprezy.

Mariusz Dragan

* Stage diving – (ang., dosł. nurkowanie sceniczne) – skakanie ze sceny w kierunku publiczności, która w tym czasie tańczy z rękami w górze.

H2SO4NALIA – piątek

H2SO4NALIA – sobota

Impresje znad Kwisy – wernisaż wystawy

Kwisonaliowe szaleństwo już za nami. Czas na małe podsumowanie wydarzeń, w których brałem udział. Trzynastego w piątek, o godzinie 17:00 odbył się wernisaż wystawy Impresje znad Kwisy, którą zorganizowało Stowarzyszenie Awantura i Biblioteka Publiczna.

Na pamiątkę wernisażu pozostało kilka zdjęć, oraz katalog wystawy, którego treść jest przytoczona poniżej. Frekwencja wypadła średnio, w porównaniu z poprzednimi otwarciami wystaw. Z drugiej strony zdjęcia obejrzeli przedstawiciele miast partnerskich Gryfowa, włodarze naszego miasta i inne VIP`y, więc chyba było grubo. Burmistrz Olgierd Poniźnik podziękował Ilonie Cichoń i Pawłowi Rubajowi za nieustającą działalność artystyczną.

Na wystawie znalazło się 8 moich fotografii, które zatytułowałem wspólnym hasłem: „kobieta -> temat rzeka”. W realizacji wizji pomogły mi Oluśka i Fajcia. Cieszę się, że jakoś ze mną wytrzymały xD. Z tego co zauważyłem, mało komu chce się ruszyć dupę do urzędu, aby obejrzeć zdjęcia w wersji live, więc moją część wystawy umieszczam na blogu. I muszę stwierdzić, że dziś przygotowałbym ją inaczej.

2008.06.13 – Impresje znad Kwisy

Treść Katalogu Wystawy:

„Impresje znad Kwisy” – wystawa zbiorowa uczestników warsztatów fotograficznych Wiosenna Awantura 2008.

Dwudniowe warsztaty fotograficzne stały się okazją do bliższego zapoznania się z teorią fotografowania, jak i nabycia doświadczeń praktycznych. Zajęcia odbywały się pod okiem Ilony Cichoń, Marty Niebieszczańskiej, Justyny Grosel i Małgorzaty Michalik.
Po warsztatach każdy z uczestników miał czas na opracowanie i przygotowanie swoich zdjęć. Końcowy efekt to wystawa, której tematyka jest tak różnorodna, jak inspiracje uczestników warsztatów. Dwudniowe spotkanie z fotografią zaowocowało zdjęciami przyrody, ze szczególnym uwzględnieniem rzeki Kwisy, fotografią Gryfowa Śląskiego, oraz ujęciami ludzi. Co ważne, obok siebie znajdują się zdjęcia fachowców od lat zajmujących się tą formą sztuki, jak i amatorów, dla których jest to niejednokrotnie pierwszy publiczny pokaz prac. Mamy nadzieję, że spośród wystawianych zdjęć każdy znajdzie choć jedno, które będzie szczególnie bliskie jego sercu.

Zdjęcia na wystawie„Impresje znad Kwisy”prezentują:

Małgorzata Michalik

Paweł Rubaj – od ponad 4 lat zajmuje się fotografią cyfrową. Za sobą ma dwie indywidualne wystawy. Laureat drugiego miejsca w konkursie „Jelenia Góra i Jeleniogórzanie”, oraz kilku wyróżnień w serwisach internetowych.

Ilona Cichoń – instruktor sekcji fotograficznych w Miejsko – Gminnym Ośrodku Kultury w Gryfowie Śląskim. W latach 80-tych należała do Poznańskiego Towarzystwa Fotograficznego. Pracowała w Pracowni Fotografii w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu.

Marta Niebieszczańska – zwyciężczyni III Regionalny Konkursu Fotograficznego „Skarby Izerów”. Współpracowniczka i fotoreporterka Kuriera Gryfowskiego, od kilku lat zajmująca się fotografią.

Mariusz Dragan – prezes Stowarzyszenia Awantura, pasjonat grafiki dwuwymiarowej i fotografii. Zajmuje się tym amatorsko od 8 lat. Jego zdjęcia znajdowały się na wystawie z 2007 roku „Kolory do kwadratu”.

Paulina Szwaj – fotografią interesuje się od kilku lat. Jak mówi, fotografuje „wszystko co wpadnie jej w oko”. Obecna wystawa, to publiczny debiut autorki. Do tej pory jej zdjęcia można było obejrzeć na stronie www.fajcia.digart.pl.

Agnieszka Szymańska – pracuje w gryfowskiej biblioteki publicznej. Fotografią cyfrową zajmuje się od kilku miesięcy. Impresje znad Kwisy to pierwsza wystawa, na której prezentuje zdjęcia.

oraz członkowie koła fotograficznego przy M-GOK: Jakub Sobucki, Konrad Cybulski, Maciej Buchowski i Tomasz Kuk.

Modelki: Aleksandra Rajca, Paulina Szwaj

Zdjęcia z wernisażu:

2008.06.13 – Impresje znad Kwisy – wernisaż

H2SO4NALIA

Kwisonalia 2008 już tuż tuż. Wraz z nimi odbędzie się druga edycja Alternatywnych Kwisonaliów, w tym roku pod nazwą H2SO4NALIA (aby rozwiązać ten rebusik trzeba przeprowadzić następujące działania matematyczne: H=K, z liczby „dwa” ucinamy literkę „d”, a czwórki nie bierzemy pod uwagę). Mój blog pojawia się na plakacie jako oficjalny patron wydarzenia, czas najwyższy przedstawić Wam „o co chodzi jakby?”

Alternatywna scena w Klubie Fabryka będzie działała, podobnie jak w ubiegłym roku, w piątek i sobotę. Piątkowy wieczór wypełnią występy drum`n`bass`owych DJ-ów, natomiast sobota będzie mieszanką hardcore`u, metalu i reggae.

Gwiazdami piątku będą DJ Green Rose i DJ Symptom.
DJ Green Rose (UK drum’n’Bass/jungle – Warszawa)
DJ Green Rose swoją przygodę z muzyką ropoczeła w 2003 roku. W swojej płytotece posiada muzykę reprezentującą wiele styli muzycznych, poczynając od Breakbeat`u, przez Drum and Bass kończąc na Jungle. Jej pierwsze doświadczenia w miksowaniu płyt wiążą się z klubami Boom Town i Składnica Sztuk w Olsztynie. Te imprezy zostały zorganizowane przez DJ`a Sho i Doodee (aka FreaKy D) w 2005/06. Jej styl to kombinacja połamanych bitów Jungle, oraz cieżkiego i mrocznego Drum`n`Bassu wypełnionego soczystym basem. W przyszłości Green Rose chciałaby się skupić na zwiększaniu swoich umiejętności, oraz tworzeniu swoich własnych utworów.

DJ Symptom (UK Drum`n`Bass/Jungle – Wrocław)
Symptom jest DJ’em i producentem z Wrocławia. Swoją karierę rozpoczął na początku roku 2002 na wrocławskich imprezach „Podróż Do Środka Dźwięku” w Wagon Club’ie. W tym samym roku Symptom wydał swój debiutancki singiel – „Cocaine/Turboganja” nakładem Chicago’wskiej wytwórni „Assassin Records”. W połowie 2002 roku Symptom wraz z dDJ’em Byte’em założyli kolektyw „Izotoxin” i zaczeli organizować imprezy na własną rękę. „Izotoxyczni” szybko zdobyli renomę i pozycję liderów wrocławskiej sceny Drum’n’Bass, za sprawą serii imprez ‚Inside The Machine” i „Izotoxin Nights”, na których gościli całą czołówkę polskiej sceny Drum’n’Bass. Później dzięki serii imprez „Izotoxin Goes Global” zorganizowanych wraz z ex-członkami „Izotoxin” – Reset`em i Mgłą udało im się zaprosić takich wykonawców jak: Temper D (Renegade Hardware), Rage (True Playaz) czy Missrepresent.
Pod koniec roku 2002 Symptom dostał się do finału ‚Made in Poland’- konkursu na najlepszy polski Drum’n’Bass’owy kawałek. Zajął trzecie miejsce i w rezultacie jego numer -„Bad Boy” został wydany na kompilacji ‚The 1st Selection Of Made In Poland’ nakładem SonicTrip Records.

Kolejni z piątkowych artystów, są postaciami owianymi nutką tajemnicy. Kety Little Box (uk dnb jungle) i Krystek(uk dnb) to ekipa reprezentująca Wrocław. Tego wieczoru wystąpi jeszcze DJ Suicide(uk dnb) z Zastruża. Graniu z płyt towarzyszyły będą wokale w wykonaniu MC Antona. Szykuje się szybka połamana i szalona noc.

O sobocie w Fabryce już jutro.

Teleexpress

Ostatnie kilka tygodni to bardzo dziwny okres. Niby coś robię, ale tak jakoś strasznie ślamazarnie wszystko idzie. Blog jest doskonałym tego przykładem. Przygotowałem sporo zdjęć i filmy na dragu.pl, i co? I wszystko czeka i nie może się doczekać upublicznienia. Podobnie Odloty – teksty gotowe, a nadal ich nie ma w sieci. Oj jakaś wiosenna deprecha czy cuś, ale dziś postaram się udostępnić choć cześć z przygotowanych materiałów.

Na pierwszy ogień wędrują zdjęcia z „Przygód Kosmicznego Czyściciela”. Wspominałem już, że były gratulacje od burmistrza, zapomniałem jednak podać liczby związane z akcją. W zbieraniu brało udział 40 osób. Efekty sprzątania to: 33 worki ze szkłem, 32 worki z plastikiem i 3 z innymi dziwactwami.

2008.04.30 – Przygody Kosmicznego Czyściciela

Stowarzyszenie Awantura zaangażowało się w akcję Stop Foliówkom! Propagatorem działan w naszej gminie jest Darek Wojciechowski. W związku z tym podczas Święta Ludowego w Proszówce rozstawiliśmy stolik i zbieraliśmy podpisy. Oprócz mnie i Darka w zbiórce podpisów pomagały Michasia Skrzypczak i Aga Barwińska. Poszło nam całkiem nieźle, zapełniliśmy kilka kart podpisami, a raport z naszej akcji znalazł się na oficjalnej stronie inicjatywy ustawodawczej www.foliowki.pl.

2008.05.12 – Foliówkom stop

I ostatni news na dziś: Noizone nagrywają nowe utwory! Byłem obecny podczas nagrań instrumentów w studio Lewego. Materiał bez żadnej obróbki ostro mnie jarał, a co dopiero będzie, gdy muzyka przejdzie mastering!
Od paru tygodni jestem czymś w deseń „menagiera” kapeli i przeżywam permanentny stres. Jak to mi powiedział Tyc: jak zjebię promocję nowego materiału to mam przechlapane. Będę się starał, na razie kilka fotografii z pobytu w studio Lewego.

2008.05.02 – Nagranie Noizone u Lewego

P.S. Zapraszam do przyjrzenia się programowi Wiosennej Awantury 2008. Dostępny jest na gryfow.info.

Sprzątanie jeziora docenione przez burmistrza

Dzisiaj spotkała mnie (a w zasadzie Stowarzyszenie Awantura, Bibliotekę, Gimanzjum i Stowarzyszenie Homo Viator) miła niespodzianka. Po południu zadzwonił burmistrz Olgierd Poniźnik i gratulował akcji sprzątania jeziora.

Pytał ile osób było, oraz chciałby znać imiona i nazwiska uczestników. Niefart, że nie spisaliśmy hehe.
Poza tym pan Poniźnik chciałby być gościem na kolejnym zebraniu Stowarzyszenia Awantura. Nie pozostaje nam nic innego, jak zorganizować zebranie, w terminie dogodnym dla burmistrza. Niedługo info.

Dłuugi weekend


Drugi maj, za oknem pada, a niektórzy mokną teraz w Jeleniej czekając na koncert Kultu. Na szczęście ja zostałem w Gryfowie i nie moknę, bo byłby peszek.
Bieżący tydzień obfitował w smutki i radości. Działo się sporo, jest piątek, a moje nogi już mają dosyć ciągłego przemieszczania się i czują się, jakby to była niedziela.

W poniedziałek dokonaliśmy zwrotu sprzętu po Ciach Party. Była chwila napięcia przy testowaniu głośników. Jak się okazało grały prawie wszystkie. Niestety, prawie…. Padł jeden z gwizdków. Co gorsze za 3 dni na tym samym sprzęcie miała się odbyć kolejna impreza. Trzeba było się nalatać, żeby szybko załatwić sprawę. Naprawa pochłonęła kilkaset złotych stowarzyszenia Awantura no i cóż… Przyszło nam dopłacić do imprezy, która pierwotnie miała zarobić na cykl majowych imprez.

Kolejne dni tygodnia to walka z dokończeniem składu Kuriera przed majówką. Tym razem w środku będzie jeden wywiadzik i okładka przygotowana przeze mnie. Wywiad wydaje mi się ciekawy – jest o człowieku, który realizuje swoje marzenia z dzieciństwa. A że przy okazji również marzyłem o tym samym, chyba udało mi się przygotować w miarę sensowne pytania.

30 kwietnia w końcu udało się przeprowadzić akcję „Przygody Kosmicznego Czyściciela”. Na sprzątanko jeziora wybrało się 40 osób, które dostały kosmiczne worki i rękawice. W akcji uczestniczy: Stowarzyszenie Awantura, Biblioteka Publiczna, Gimnazjum w Gryfowie Śląskim, oraz Stowarzyszenie Homo Viator z liceum. Efekty? Zebraliśmy 33 worki ze szkłem, 32 z plastykiem oraz 3 z metalem. Rezultaty akcji widać gołym okiem. Nabrzeże, które do tej pory straszyło setkami butelek jest czyste. Oby jak najdłużej.

1 maja odbyła się na rynku impreza Rock Bez Granic. Byłem twardy i widziałem wszystko od poczatku do (prawie) samego końca. Relacja z imprezy pojawi się w nowych Odlotach. Dodatkowo na dniach wrzucę trochę fotek i filmików. Mój aparat to wrak, w filmikach jest strasznie zniekształcony dźwięk, no ale lepszy rydz niż nic.

Dziś byłem na nagraniu nowego materiału Noizone w studio u Lewego. Słyszałem co nieco i materiał zapowiada się naprawdę smakowicie. Na efekt końcowy przyjdzie pewnie jeszcze trochę poczekać, a tymczasem zrobiłem troszkę fotek z tej nagrywki. Postaram się jutro je udostępnić.

Ciach Party


I znów robimy lekkawo znienacka imprezę. W najbliższą sobotę melo w Fabryce. Mam nadzieję, że uda się wyśmienicie, jak to zazwyczaj bywało. A przede wszystkim, że uda mi się załatwić jakichś klimatycznych bramkarzy, coby w lokalu byli tylko imprezowicze, bo z tym ostanio niestety różnie bywało.

Jak na razie możemy zaprezentować plakacik autorstwa Jurmena. Ciach! Ciach! Ciach!