Blog

Fotorelacja z Brukseli

Rozpoczynam cykl artykułów zainspirowanych pobytem w Brukseli. Kopnął mnie zaszczyt uczestnictwa w wyjeździe organizowanym przez Komisję Europejską. Pod okiem pani Magdaleny Żelazny-Stokłosa zapoznałem się z pracą centrum prasowego KE oraz uchylono mi rąbka tajemnicy w pozostałych najważniejszych instytucjach zjednoczonej Europy. Dziś zapraszam do przejrzenia dwóch galerii, które rozróżnia kolorystyka.
W najbliższych wpisach posnuję refleksje nad poziomem paranoi terrorystycznej w Brukseli oraz napiszę Wam o ludziach, których spotkałem na ulicach miasta.

P.S. Zastanawiałem się nad miejscem publikacji treści. Padło na ten zakurzony blog. Być może właśnie nadarzyła się okazja, aby go odkurzyć na dłużej.

[facebook_like_button]

CZERŃ I BIEL

 

 

KOLOR

Bijemy rekordy

6-promiliGdy znajomy napisał, że właśnie z angielskiej TV dowiedział się o 8 promilach (właściwie to 6 zmierzonych po kilku godzinach)  jednego z mieszkańców Gryfowa zdębiałem. Nie tylko największe polskie portale, ale także angielskie media wiedzą, że mieszkaniec naszej mieściny leżał napruty na ławce z 8 promilami we krwi.

Ciężko stwierdzić, cieszyć się z tego że o Gryfowie głośno, a może jednak się smucić?  Osobiście wychodzę z założenia, że nie ważne jak mówią, niech mówią! Może to czas dla Gryfowa, aby wykorzystać swoje 5 minut?

Na przykład pochwalić się programem walki z uzależnieniem? Niech cały świat się dowie, że Truskawie, Saxiemu i paru innym typom chcemy pomóc, tak po ludzku, aby nie skonali we własnych wymiocinach.

Niestety zjawisko to w mieście cieszącym się ponad 10% bezrobociem zatacza coraz to szersze kręgi. Do tego wina jakby tanieją, a nikt nie widzi problemu. Czekanie na tragedię?

[facebook_like_button]

 

Awantura sprzedaje kartki

Kryzys, wszędzie kryzys. Problemy finansowe dotknęły również kasę stowarzyszenia Awantura. Od kiedy w Gryfowie nie ma miejsca, w którym moglibyśmy organizować imprezy naszym jedynym źródłem dochodu są składki. Nie starcza to na wiele. Po ostatnich wernisażach stan konta bankowego skurczył się w znacznym stopniu. Kiedyś Awantura organizowała koncert charytatywny, teraz stowarzyszenie potrzebuje pomocy od innych.

Jak nam pomóc? Korzystając ze zbliżających się wielkimi krokami świąt stworzyliśmy dwa wzory kartek pocztowych, które można nabyć w Bibliotece Publicznej, oraz u członków stowarzyszenia. Kartka kosztuje 3 złote. Przychód przeznaczymy na kolejne działania. Dokładne info o sposobie zakupu znajduje się na www.gryfow.info.

Jeśli popierasz to co zrobiliśmy do tej pory i chciałbyś zobaczyć jeszcze więcej, to nie ma innego wyboru. Koniecznie kup kartkę i wyślij swoim najbliższym. Ja kupuję kilka :).

Mikołajkowy seans filmowy

Obudziłem się w południe, styrany lekko wczorajszym wieczorem, odpalam kompa i zerkam na opisy znajomych. No tak, przecież dziś Mikołajki, cudowny czas, kiedy to każdy małoletni dostaje prezent od wujków przebranych za starego brodacza. Ja nie dostałem nic, co wprowadziło mnie w nostalgiczny klimat wspomnień.

Przypomniał mi się staruśki komiks o świętym Mikołaju i jego spotkaniu z Lobo. Nie łamcie się, jeśli nie znacie Lobo. W skrócie można powiedzieć, że to bardzo miły pan, który lubi postawić na swoim. W Polsce komiks ten nazywał się „Paramilitarne święta specjalne” i wydało go nieistniejące wydawnictwo TM-Semic.
Z okazji dzisiejszego cudownego dnia postanowiłem poszperać w sieci poszukując skanów tego wiekopomnego dzieła. Niestety, nie udało się, ale odnalazłem coś prawie tak samo ciekawego. Grupa zapalenców stworzyła film na podstawie tego komiksu. Włożyli w tą produkcję masę pracy, a końcowy efekt jest przyjemny dla oka. Szkoda tylko, że w filmie Mikołaj nie jest specjalistą w walce na noże.
Nie przedłużając dłużej zapraszam Was do zapoznania się z mikołajkowym prezentem ode mnie, czyli 12-minutowym filmem „Paramilitarne święta specjalne.

Wernisaż wystawy "Tysięczna Sekundy"

Muszę przyznać, blogger ze mnie taki, jak z Eskimosa mistrz konstrukcji betonowych. Już grubo ponad miesiąc temu dodałem ostatni wpis. Co dziwniejsze, przez ten czas stworzyłem kilka następnych, w zanadrzu są również zalegające nawet od wakacji, jednak nie dodałem nic. DLACZEGO? Nie mam zielonego pojęcia. W związku z tym zapraszam do udziału w konkursie audiotele. Autor najciekawszej odpowiedzi dostanie ode mnie gadżecik :).
A o czym będzie pierwszy wpis po długiej przerwie? Tutaj sprawa jest zdecydowanie prostsza. 21 listopada odbył się wernisaż wystawy „Tysięczna Sekundy”. Zapraszam do przeczytania relacji z wydarzenia, oraz obejrzenia duuuużej liczby zdjęć.
Następny wpis wkrótce!

Wernisaż piątej wystawy organizowanej przez stowarzyszenie Awantura już za nami. Tym razem w gryfowskim ratuszu zaprezentowane zostały zdjęcia Michała Jurewicza z Czerniawy i Konrada Żurawskiego z Jeleniej Góry. Na fotografiach uwieczni zostali sportowcy ekstremalni. Zdjęcia przedstawiają mrożące krew w żyłach akrobacje na rowerach, szalone rajdy na motocrossach i quadach, oraz odbywające się w rejonie rajdy samochodowe.
Otwarcie ekspozycji miało miejsce 21 listopada o godzinie 17:00. Pomimo strasznej aury wernisaż odwiedziło ponad 70 osób. Zdarzenie spotkało się z ogromnym zainteresowaniem młodzieży, która stanowiła przeważającą część widowni. Pojawili się również włodarze Gryfowa – Olgierd Poniźnik, oraz sekretarz Jerzy Andrzejczak, jaki i lokalni artyści – Andrzej Lesław Turek i Ilona Cichoń.
Wystawę otworzył prezes stowarzyszenia Awantura w osobie niżej podpisanego. Po przywitaniu gości głos zabrał pierwszy z autorów fotografii – Michał Jurewicz. Jak mówił: – W szkatułce fotografii sportowej znalazłem sobie przytulną przegródkę, jaką jest fotografia rowerowa.
Jak się okazuje, wąska specjalizacja opłaciła się. Zdjęcia Michała zdobyły prestiżowe wyróżnienia magazynu rowerowego Bike Action, w postaci Zdjęcia Roku 2006, oraz drugiego miejsca w tym samym konkursie rok później. Autor, prac został również wyróżniony w portalach internetowych NSMB.com i MTBS.cz.
Następnie, pod nieobecność drugiego z autorów, głos zabrał burmistrz Olgierd Poniźnik. Podziękował on organizatorom wystawy Stowarzyszeniu Awantura i Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy Gryfów Śląski. Burmistrz był również pozytywnie zaskoczony dużą frekwencją tego wieczoru. W międzyczasie udało się dotrzeć, spowolnionemu przez korki Konradowi Żurawskiemu z Jeleniej Góry.
Opowiedział on o fotografowaniu sportów motorowych i niepowtarzalności zdjęć wykonywanych podczas wyścigów. Przyznał, że jest on również kibicem, starającym się po prostu uwiecznić sport, który uwielbia. Fotoreportaże Konrada można odnaleźć na stronie internetowej Jelonka.com. Oprócz tego prowadzi on również koło fotograficzne „Kontrast” działające przy Kolegium Karkonoskim w Jeleniej Górze.
Wystawa spodobała się mieszkańcom. –Niesamowity klimat. Porażająca skromność młodych fotografików. Świetna propozycja alternatywy dla młodzieży, która nie wie, co ze sobą zrobić popołudniami – mówi osiemnasto letni Karol, jeden z gości wernisażu. Nadal istnieje szansa wyrobienia sobie własnego zdania na temat „Tysięcznej Sekundy”. Zdjęcia można oglądać w gryfowskim ratuszu do świąt Bożego Narodzenia.

2008.11.21 – Wernisaż wystawy Tysięczna Sekundy

Jeśli chodzi o kolejny wpis, to tylko żartowałem ;).

Młodzi Menedżerowie Kultury II


Warsztaty Młodzi Menedżerowie Kultury za nami. Grupa osób, które poznałem w Warszawie okazała się równie idealistyczna jak ja. Wszyscy chcieliby stworzyć w swoich miastach różnorodne projekty, czasem całkiem przyziemne, a częściej z kosmosu. Oto raport z pierwszego dnia pobytu.

Czwartek był pierwszym dniem naszego spotkania w Warszawie. O godzinie 11 stawiliśmy się w siedzibie stowarzyszenia „ę”. Ponad 20 osób z miasteczek i wsi w całej Polsce spotkało się w jednym miejscu, aby poznać nieco lepiej meandry pracy „w kulturze”. Po wstępnym poznaniu i zakwaterowaniu ruszyliśmy na posiłek. Następnie wróciliśmy do siedziby stowarzyszenia i kontynuowaliśmy wzajemne poznawanie m. in. rysując mapy miejscowości w których żyjemy.

Chwilę po 15:00 wyruszyliśmy w okolice Centrum Kultury Współczesnej. W tym samym czasie odbyły się spotkania w kinie i teatrze. Ja odwiedziłem salę kinową offowego Kina.Lab, gdzie zapoznałem się z meandrami dystrybucji i wyświetlania filmów oraz poznałem tajniki Międzynarodowego Festiwalu Żydowskie Motywy.
Mnie bardziej zainteresowała problematyka dystrybucji i wyświetlania, na której temat wypowiadała się Ula Śniegowska – założycielka kina. Przedstawiła ona realia działania instytucji, oraz opowiedziała o problematyce związanej z prawem autorskim i kosztami, jakie trzeba ponieść, aby legalnie wyświetlać filmy kinowe. Jak się okazuje ceny licencji są zabójcze, nawet dla instytucji mieszczącej się w stolicy naszego kraju. Filmy wyświetlane w kinie częściej przynoszą straty, niż zyski. Gdyby nie pewnego rodzaju wsparcie ze strony Centrum kino najprawdopodobniej nie byłoby w stanie funkcjonować. Niestety, możliwości są mocno ograniczone gdy nie dysponuje się kwotami idącymi w setki złotych, a małe, legalne kino w Gryfowie można co najwyżej na razie wpisać na listę marzeń.
W tym samym czasie grupa, która udała się do teatru miała okazję spotkać Kają Stępowską. Obydwie grupy po wyjściu z teatru i kina spotkały się w miejscu w którym Marta Lipińska i Kamila Raczyńska demonstrowały cyrk uliczny i żonglowanie.
Wieczorem zajęto się kompleksowym „odchamianiem” prostych ludzi z zaściankowych miejscowości. Zobaczyliśmy dwie wystawy w Centrum Sztuki Współczesnej. „Obserwacje i Rotacje” autorstwa Andrzeja Lachowicza to kilka serii fotografii, często bardzo do siebie podobnych. Niektóre z nich, pewniakiem dla zwiększenia ekspresji artystycznej, zostały pomazane farbkami we wzorki, których nie powstydziłby się żaden pierwszoklasista. Piorunujące wrażenie obcowania z „wielką” sztuką było na tej wystawie wszechobecne.
Następnie obejrzeliśmy wystawę Tomasza Tomaszewskiego „Rzut beretem”. Autor wynurzył się z dużego miasta na wieś fotografując pozostałości byłych PGR-ów. Wystawa całkiem ciekawa, chwilami śmieszna, choć jako całość nieco mniej wesoła.
Pierwszy dzień zakończyliśmy w Centralnym Basenie Artystycznym. Lokal ten łączy ze sobą pub oraz teatr. Obejrzeliśmy przedstawienie „Ukryj mnie w gałęziach drzew” w reżyserii Igora Gorzkowskiego. Spektakl to opowieść o przemijaniu skonfrontowanym z młodością. Grupę mieszkańców pewnego domu, odwiedza młoda dziewczyna – córka nieżyjącej właścicielki domostwa. Spotkanie młodości ze starością budzi burzę różnorodnych uczuć, poczynając od miłości, kończąc na zgorzknieniu.
Po spektaklu wróciliśmy do naszego hostelu, niektórzy aby spać, inni aby prowadzić niekończące dyskusje na tematy kulturalno-różnorakie. Pierwszy dzień był pełen wrażeń, szkoda tylko, że w pewnym momencie trzeba było dokonywać wyboru dokąd się udać. Co prawda jakimś specjalnym miłośnikiem teatru nie jestem, jednak trochę żałuję, że przegapiłem spotkanie.

Młodzi Menedżerowie Kultury I

Podróż do Warszawy na szkolenie Młodzi Menedżerowie Kultury rozpoczęta. Pierwszy etap za mną. Od prawie półtorej godziny siedzę w Jeleniej Górze i czekam na autobus do Warszawy. W stolicy będę szybciutko, bo o 5:30 xD.

Dobrze, że istnieje mobilne Gadu-Gadu, bo szłoby zanudzić się na śmierć. Samo szkolenie zapowiada się dla mnie niczym pyszniutki kebabik z tureckiej knajpy. Dzięki temu spotkaniu poznam 25 osób, z małych miasteczek, podobnych do Gryfowa. Ludzie ci, tak jak ja chcą działać.
Wszyscy będziemy mieli okazję poznać menedżerów warszawskich lokali, dowiedzieć się jak zorganizować festiwal filmowy, udać się do redakcji Gazety Wyborczej, czy też spotkać z przedstawicielami biznesu zainteresowanymi sponsorowaniem ciekawych inicjatyw.
To oczywiście tylko wycinek programu czterodniowej wizyty. Nie wiem, jak to wyjdzie w praniu, ale jestem dobrej myśli. Mam nadzieję, że ten wyjazd okaże się owocny dla Gryfowa, jak i dla innych miasteczek, które mają swoich przedstawicieli. Na zadpupiach w końcu też może się dziać, czego przykładem była choćby Fabryka (R.I.P).

Koncert CO.IN. w klubie Liverpool (Wrocław)


CO.IN jest formacją, która interesuje mnie od dłuższego czasu. Istnieją 8 lat, całą ich twórczość można znaleźć za darmo w Internecie, a zespół, pomimo ogromnego potencjału, nadal jest niszową kapelą, grającą mocno uogólniając, mieszankę metalu i industrialu. W twórczości kapeli można napotkać też, z jednej strony drum’n’bass’ową rytmikę, sample i syntezatory, z drugiej strony na porządku dziennym są ostre, mięsiste gitary i growlujący wokal przeplatający się z łagodnymi partiami śpiewu. Muzyka wymyka się z szufladek i stanowi dla mnie mieszankę wybuchową.

26 września po raz pierwszy miałem okazję posłuchać CO.IN na żywo. We wrocławskim klubie Liverpool odbyła się mini impreza z okazji wydania najnowszego albumu „Plan B” na płycie CD. Do tej pory album istniał „wirtualnie”, dostępny do pobrania na stronie zespołu.
O wydarzeniu dowiedziałem się z last.fm, dzięki informacji od Deprima (d`) – wokalisty zespołu. Pomimo, że line-up wieczoru nie był powalający (jedynie CO.IN), postanowiłem pojechać do odległego o ponad 100 km Wrocławia.
Lokal Liverpool udało się odnaleźć dosyć szybko. Okazało się, że wraz ze znajomymi przybyliśmy zdecydowanie za wcześnie. Według plakatu impreza startowała o 19:00. My pomimo że byliśmy godzinę później, zostaliśmy przywitani przez salę, którą wypełniało około 25 osób, oraz muzyka z płyt kompaktowych. Niezrażeni usiedliśmy przy stoliku. Na występ CO.IN przyszło poczekać do 22:00. W międzyczasie udało mi się zamienić kilka słów z zespołem. Mówili wprost, że ta impreza jest specyficzna i mocno powiązana z płytą. Świętowali tak jak wszyscy, a występ traktowali jako miły dodatek dla fanów, bez spinania się.
Gdy zaczął się koncert na sali zrobiło się o wiele tłoczniej. Nie wiem skąd nagle wzięły się te wszystkie osoby, ale najważniejsze, że pod sceną zrobiło się ciasno. Coby nie marnować czasu ruszyliśmy z Iggym rozkręcać pogo już w połowie pierwszego numeru. Szybko pociągnęliśmy za sobą kolejnych ludzi, a w lokalu temperatura skoczyła o kilka oczek wyżej. CO.IN zagrało kilka kawałków z Planu B. Koncert rozpoczął utwór Papierosy – dla mnie nowa nuta, którą po raz pierwszy usłyszałem na koncercie (utwór znajduje się tylko i wyłącznie na kompakcie Plan B), jednak kawałek od razu przypadł mi do gustu. Dalej zespół. zagrał m.in. „2452yj3”, „Predestynacja”, „Toniemy” i „Aleks”. Nie obyło się bez bisu, a nawet dwóch. Na sam koniec CO.IN. przedstawiło swoją interpretację utworu „My love” Justina Timberlake`a – zabrzmi to pewnie dosyć nieobiektywnie, ale cover też dał radę.
Zespołu nie oszczędzał się podczas koncertu. Szczególnie wokalista, który jakimś cudem znajdował na scenie dość przestrzeni aby pobiegać. Poza tym d’ obsługiwał ruchem dłoni w powietrzu jakiś przedziwny sprzęt modulując dźwięki, które przy słuchaniu płyt zawsze wydawały mi się samplami, wyszło na to, że są jednak „żywe”.
Koncert skończył się po około 45 minutach. O dziwo, moje stare kości wyjątkowo miały siłę na więcej, jednak niczego więcej tego wieczoru juz nie zobaczyłem. Na scenie, a właściwie w stojącej obok niej klatce zaczął grac DJ. Muzyka, którą serwował była całkiem przyjemna w swojej nieprzyjemności, jednak ze względu na znajomych wkrótce opuściłem imprezę.
Wizyta w Liverpoolu wypadła smakowicie. „Specyficzny” klimat wieczoru nie do końca przypadł do gustu wszystkim moim znajomym, z kobiecych ust padło nawet określenie „stypa”, jednak ja jestem wniebowzięty. W końcu zobaczyłem na żywo kapelę, której słucham już od dawna i okazało się, że w wersji live tez dają radę. A że przed i po koncercie było dla niektórych stosunkowo nudno – współczuję, jednak nie dla mnie. Impreza dla fanów, na której warto było być.

Zapraszam do zapoznania się z twórczością zespołu: www.antykultura.pl/co.in
Oficjalna strona:
www.coin.band.pl

2008.09.26 – Koncert CO.IN @ Wrocław

New Hope(?)


Dziś znów nudny wpis z pogranicza polityki. Co z Fabryką? O tym poniżej. Powoli mam dość takich tekstów, następny wpis (będzie wkrótce, tym razem serio :P) będzie relacją z imprezki którą ostatnio odwiedziłem.

Losy klubu Fabryka są juz ostatecznie przesądzone. Lokal, w którym miało miejsce wiele dobrych imprez muzycznych, oraz kilka wystaw, wkrótce stanie się własnością firmy Luvena. Przez dłuższy czas wydawało się, że stowarzyszenia, które organizowały wydarzenia w Fabryce zostaną bez lokalu do kontynuacji swoich działań. Władze miasta nie miały pomysłu na miejsce, które nadawałoby się do organizacji imprez. Niedawno pojawiła się jednak nadzieja. Burmistrz Gryfowa zaproponował miejsce oddalone o zaledwie kilkadziesiąt metrów od Fabryki. Do dyspozycji stowarzyszeń najprawdopodobniej oddane zostaną pomieszczenia piwniczne w budynku MGOPS, przy ulicy Ubocze 300.

Miałem okazję przyjrzeć się temu miejscu. Refleksje są całkiem optymistyczne – co prawda potrzeba dużo pracy, aby doprowadzi piwnice do stanu używalności, ale najważniejsze, że jest tam stosunkowo dużo przestrzeni. Fabryka może i to nie jest, szacunkowo do środka zmieści się zaledwie 100 osób, jednak miejsce to ma całkiem spory potencjał.

Oczywiście wszystko zależy od tego, czy uda się pozyskać środki na remont. Nowy klub przy wsparciu miasta ma szansę wystartować w pierwszym kwartale przyszłego roku. Stowarzyszenie Awantura w zeszłym roku nie mogło otrzymać dotacji, które przysługiwały wszystkim stowarzyszeniom w gminie. Co najgorsze, nie wynikało to z winy stowarzyszenia, tylko urzędu. Miejmy nadzieję, że w tym roku uda się pozyskać więcej pieniędzy. Myślę, że stowarzyszenie Awantura, przez nieco ponad rok swojej działalności zrobiło więcej, niż niektórzy robią w 5 lat. Jednak na te działania włodarze naszego miasta jakby przymykają oko. Szkoda, ponieważ działamy na rzecz naszej gminy i to w różnoraki sposób.

Ciekaw jestem, czy moja argumentacja wygra z bezdusznym systemem. Fabryka przegrała z kapitalizmem, czy teraz chęć działania przegra ze „skromnym” budżetem naszej gminy?
Puste ściany i pozwolenie na działanie to teraz zdecydowanie za mało. W stowarzyszeniu jest dużo wolontariuszy, którzy mogą poświęcić i wiele razy poświęcali czas wolny na przygotowanie lokalu. Pytanie tylko, czy tym razem ktoś nam zaufa i pomoże?

2008.10.16 – Pomieszczenie proponowane jako alternatywa dla Fabryki

(Anty)rozrywkowy Gryfów?

ImageGryfów Śląski od dawien dawna był miastem rozrywkowym. Od kiedy pamiętam istniały puby, dyskoteki i kluby, do których w weekendy mogli wybrać się młodzi ludzie
strudzeni tygodniową pracą lub nauką. Na przestrzeni lat znikały jedne miejsca, pojawiały się inne. Od pewnego jednak czasu sytuacja wygląda inaczej. Naturalna równowaga została zachwiana – lokale znikają, na ich miejscu nie pojawia się nic w zastępstwie. Aktualnie życie nocne miasta przenosi się na ławki, do
parków jak i w inne, równie egzotyczne i nie zawsze bezpieczne miejsca.

W ciągu dwóch ostatnich lat z mapy gryfowskich lokali zniknęła dyskoteka Młyn oraz pub Ego (wcześniej znany pod nazwą Rock-oko). Wydawać by się mogło, że dwa zamknięte miejsca, to żadna sensacja. Lokale te stanowiły jednak w Gryfowie najważniejsze miejsca rozrywki dla młodych ludzi. Zanim zamknięto Młyn pojawiło się jeszcze jedno miejsce, w którym odbywały się imprezy. Dzięki uprzejmości miasta nieużytkowany dotychczas budynek byłej stołówki FNF
„Ubocz” zamienił się w klub, w którym odbywały się występy na żywo promujące szeroko rozumianą muzykę. Od punk rocka po metal, od house przez hip-hop do drum`n`bassu. Występy w Fabryce zaczęły przyciągać tłumy ludzi.

W tym wypadku lokal działał na zupełnie innych zasadach niż pozostałe. Imprezy organizowali ludzie z dwóch gryfowskich stowarzyszeń – Mrowiska i Awantury zapraszając zamiejscowych artystów, jak i dając szanselokalnym formacjom i DJ`om. PornoheftPo zamknięciu Młyna i Ego klub Fabryka stał się jedynym miejscem, do którego można było iść się pobawić. Występy w lokalu nie były codziennością. Organizatorzy – młodzi ludzie, działający społecznie byli w stanie przygotować średnio jedną imprezę w miesiącu. Lokal działał od ponad półtora roku, jednak czas umowy z miastem wygasł i pojawił się problem. Obecnie Fabryka również jest zamknięta, za sprawą firmy Luvena, która zastanawia się nad zakupem lokalu w celu agospodarowania go na pomieszczenia biurowe. Stowarzyszeniom pozostaje oczekiwanie.

Z rozmowy z burmistrzem Olgierdem Poniźnikiem dowiedziałem się, że władze nie mają pomysłu na lokal zastępczy, w wypadku dokonania sprzedaży. Niepewność co do dalszego losu budynku trwa już od półtora miesiąca. Termin podjęcia ostatecznej decyzji przez firmę Luvena zmienia się jak w kalejdoskopie. 28 sierpnia 2008 odbyła się Nadzwyczajna Sesja Rady Miasta,
podczas której prezes firmy został zapytany o ewentualność zakupu budynku stołówki. Ostatecznej decyzji nadal nie ma, jednak dla Luveny atrakcyjniejszy wydaje się budynek po Urzędzie Celnym, znajdujący się w innej części Fabryki Nawozów Fosforowych. Trwają rozmowy z właścicielem, a ostateczna decyzja, co do wyboru budynku na biura będzie znana za dwa tygodnie. Wypowiedź ta dała mi nieco nadziei na dalsze istnienie Fabryki.

Czy w Gryfowie jest szansa na jeszcze inny lokal? Zapytany o to Burmistrz odpowiedział, że była osoba, która chciała otworzyć pub przy ulicy Kolejowej, jednak sąsiadujący mieszkańcy nie zgodzili się na ten pomysł.Aktualnie dwóch inwestorów chciałoby zająć się zagospodarowaniem parku przy ulicy Partyzantów. Planują wybudowanie lokalu oraz zajęcie się renowacją całego parku. Burmistrz czeka teraz na wstępne szkice zagospodarowania terenu. W chwili obecnej to jedyny w miarę realny pomysł na biznes wiążący się z szeroko pojętą rozrywką.

Gryfów jest teraz nudny do granic możliwości. Jak wyglądają propozycje ośrodka kultury skierowane do młodzieży? Jako takich nie ma, M-GOK w swoim programie skupia się na edukacji dzieci oraz organizacji familijnych festynów. W odpowiedzi na pytanie: dlaczego w programie instytucji brakuje propozycji dla młodzieży, dyrektor Anna Domino odpowiada, że od jesieni 2008 ruszają zorganizowane grupy zajęciowe dla młodszej i starszej młodzieży w tym m.in. plastyczne, wokalne, literackie, teatralne. Brzmi ciekawie…. bardzo. Jednocześnie dyrektor wyraźnie i ostro zaznacza, że w Ośrodku Kultury nie ma miejsca na imprezy, tu cytat: „zakrapiane alkoholem”, ponieważ rzekomo kończy się to „tylko i wyłącznie liczeniem strat materialnych oraz gruntownym sprzątaniem pozostałości po hucznej zabawie”. Trochę to zawiewa hipokryzją – pozwalają organizować wesela, nie pozwalają robić imprez dla dorosłej młodzieży. Cóż, zawsze można przyjść na popołudniowe zajęcia w M-GOK-u i pomalować kredkami. Szkoda tylko, że władze instytucji uważają gryfowską młodzież za „tylko i wyłącznie” chuliganów i dewastatorów.

Przyszłość gryfowskiej rozrywki stoi nadal pod znakiem zapytania. Jeśli zniknie Fabryka – zniknie ostatni imprezowy punkt na mapie miasta. Jeśli pomieszczenia pozostaną, członków stowarzyszeń czeka mnóstwo pracy: W budynku nie ma ogrzewania, dodatkowo sypie się instalacja elektryczna. Przykre, że tego lata stowarzyszenia straciły możliwość organizacji imprez w budynku i zarobienia na potrzebne remonty. Lokal, nawet jeśli zostanie zwrócony, być może postoi nieużytkowany do kolejnej wiosny, a młodzi gryfowianie będą się spotykać pod mostem, na ławkach w parkach i bramach. Nie mieli takiego kłopotu dzisiejsi rajcy miasta, bo jak słyszałem od mamy, za jej młodości Gryfów tętnił życiem, a miejsc do potańczenia, posłuchania muzyki i do spotkań było mnóstwo.

Mariusz Dragan

Powyższy tekst pochodzi z „Powiatowego Kuriera Lwóweckiego„, wrzesień 2008

Najświeższe info:

Sprzedaż klubu Fabryka wydaje się nieunikniona. Firmie Luvena nie udało się osiągnąć porozumienia z właścicielem budynku, w którym kiedyś mieścił się Urząd Celny. Obecnie przedsiębiorstwo ma zamiar wykonać ekspertyzę stanu technicznego pomieszczeń w Fabryce. Za 3 tygodnie zostanie podjęta decyzja w sprawie zakupu budynku. Wewnątrz trzeba wykonać duży remont, jednak wydaje się, że dla firmy chcącej zainwestować w Uboczu około 40 milionów złotych nie będzie to stanowiło większego problemu.
Pojawiła się jednak nadzieja – burmistrz Olgierd Poniźnik zaproponował inne pomieszczenia na użytek stowarzyszeń. Obecnie nieznany jest stan i wielkość tego miejsca. Gdy tylko pojawią się bliższe informacje będziemy informować.