Woodstock 2015 – podsumowanie

Na pewno nie zaliczam się do najstarszych i najwytrwalszych Woodstokowiczów.  Na imprezie bywam dość regularnie, acz zdarzyło mi się opuścić niektóre edycje. Pierwszy raz był jeszcze w Żarach, czyli wieeki temu. Woodstock 2015 skończył się, po powrocie przeglądam fotki i gdybam, czy było warto?

woodstock-2015-otwarcie-samoloty

Zmęczony, acz bogatszy o nowe doświadczenia – tak w skrócie posumowałbym tegoroczny Woodstock. Z perspektywy jednego z dziesiątek tysięcy widzów jest to miejsce magiczne, niezmiennie od lat. Miejsce gdzie niewidziani od lat ludzie spotykają się. Miejsce gdzie nie możesz dodzwonić się do znajomego, a spotykasz go 5 minut później w tłumie. To miejsce gdzie możesz podjąć wiele różnorakich działań. To miejsce gdzie w tłumie spotykasz gwiazdy światowej muzyki. I w końcu to miejsce, w którym możesz, ale nie musisz.

Woodstockowy plan okazał się jak zwykle nieco za ambitny. Koncertów obejrzałem nieco mniej, ludzi zobaczyłem nieco mniej, ale czy to ważne? Spotkało mnie kilka inspirujących spotkań, spędziłem czas w towarzystwie znajomych, wsłuchałem się w głosy kilku osób i było miło.

Dlaczego nie żałuję wyjazdu na Woodstock 20015?

Muzyka – było sporo metalowego grania, czyli to co lubię najbardziej. Illusion, Dream Theater, Decapitated, Eminence (tych prawie mieliśmy w zeszłym roku w Fosforach, niestety, prawie, ponieważ odwołali trasę). Numer jeden dla mnie to jednak Hed PE (tak, tak, wiem, że to nie metal przeca). Na żywo dali czadu na maksa, świetny koncert, świetna reakcja publiczności która na Facebooku docenił ich gitarzysta. Oczywiście sporo występów przegapiłem, szczególnie żałuję, że nie udało się posłuchać Lipali, ale nic to.

Akustyka – ostatnimi laty koncerty brzmiały różnie, szczególnie nie podobało mi się w jako sposób nagłaśniano ciężkie granie. W tym roku nawet podczas występu Decapitated wszystko było klarowne i czytelne.

Głupawka – czyli łażenie bezcelowe po polu połączone z mijaniem setek kolorowych ludzi. Najmilej wspominam spotkanie z ludźmi ze Skoczowa (ale ta nasza Polska wielka!) na terenie piwnej wioski. Piwo co prawda tradycyjnie sikowate, ale ludzie sympatyczni. Zagadaliśmy się, aż przywitał nas poranek.

Suchar roku – czyli Woodstockowe kawały, a w zasadzie kawał.
– Jak smakuje wagina po Woodstocku?
– Jak landrynka spod szafy.

woodstock-2015-jurek-owsiak

ASP – ambitny plan zakładał uczestnictwo w warsztatach, skończyło się na spotkaniu w namiocie ASP z Marcinem Iwańskim z CD Projekt Red. W zasadzie spodziewałem się nieco więcej po tym spotkaniu. Woodstockowiczom nie dane było jednak dowiedzieć się zbyt wiele nowego, ani na temat Wiedźmina, ani na temat Cyberpunk. Pan Marcin za to dość obszernie opowiadał o podejściu CDP do graczy, do zasady wzajemnego szacunku i do idei oprogramowania wolnego od DRM i innych zabezpieczeń.

marcin-iwinski-cd-projekt-red-woodstock-2015

Parę zgrzytów było…

Tony śmieci – to nie wina organizatorów, ale Woodstokowicze to niestety w większości straszni śmieciarze. Tony śmieci walają się co roku. Przede wszystkim plastik, plastik i jeszcze raz plastik. Nic nie dają apele, nic nie dają zachęty w postaci możliwości wymiany śmieci na gadżety. Co roku jest wielki syf i wielkie sprzątanie Wolontariuszy na koniec (dla których ogromny szacun!).

Toi Camp – jako iż stary dziad już ze mnie chętnie korzystam z możliwości bardziej „luksusowych”, a i dziewczyna od razu chętniejsza na woodstockowe wojaże. W zeszłym i tym roku gościliśmy na Toi Campie. O ile w zeszłym roku całości wystawiłbym 8/10, gdzie na minus było zachowanie ochroniarzy, tak w tym roku minusów było więcej.  Kompletnie nie przemyślano sprawę ilości toalet dla facetów. Na całe pole namiotowe było 8 klopów, a reszta to pisuary. Przez to praktycznie cały czas do damskich kibli tworzyły się kolejki z udziałem samców. W zeszłym roku dało się inaczej i było lepiej. Ochroniarze zapewne mieli odgórne wytyczne, że pewne osoby nie wpuszczą z małym scyzorykiem, a już inne mogą wnieść maczetę. Bzdurnych zasad było więcej, ale nie o tym jest ten wpis. Na dobitkę punkt gastronomiczny Toi Campa, który podnosił sobie ceny kiedy chciał. Spokojnie ocena Toi Campa względem poprzedniego roku spada do 5/10.

IMG_3943

Woodstock 2015 będę wspominał dobrze. Naładował mi baterie na kolejne tygodnie. To wydarzenie może napawać nas dumą. Darmowy festiwal, na który zjeżdżają się ludzie z całego świata (w tłumie było widać nawet meksykańskie flagi :)). Woodstock jest nieco z dala od flashy mainstreamu, a jednak wyraźny i widoczny na mapie polskich festiwali. To spotkanie w trakcie którego nie spotkałem się z jakimikolwiek przejawami agresji, tysiące uśmiechniętych twarzy stanowią kwintesencję idei festiwalu. Za to uwielbiam to co udało się stworzyć Jurkowi Owsiakowi i jeszcze raz ogromne dzięki!

woodstock-2015-widok-z-kola-diabelskiego-allegro

 

 

4 przemyślenia nt. „Woodstock 2015 – podsumowanie”

  1. Też byłem na toicampie w tym i w ubiegłym roku. Fakt, „w porannym szczycie” trochę do WC się stało, ale jakoś nie sprawiało nam to wielkiego problemu. Zmiana ceny w punkcie gastronomicznym to jakiś absurd – nagle powiedzieli, że piwo nie kosztuje 5, a 6 zł – szczyt głupoty. Ale te małe minusiki nie zmieniają mojej oceny, że to najpiękniejszy festiwal świata jest:)

  2. Problem dla mnie też niewielki, ale przedstawicielki płci pięknej cierpiały i w ich imieniu to zastrzeżenie. Też by chciały móc odlać się w mgnieniu oka, a tu 4 typów przed nimi w kolejce w wiadomym celu… Solidaryzuję się ;). Dla mnie też nie zmienia to odbioru festiwalu, było rewelacyjnie :).

  3. No tak, to dyskomfort. Faktycznie więcej WC mogłoby być, aczkolwiek i tak toicamp to dla mnie mega cywilizacyjny skok na Woodstocku (podobnie jak Ty zaczynałem od Żarów) 🙂

  4. Zgadzam się w 100%, jeśli porównać Toi Camp do placu to zawsze będzie 10/10 :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *