Dziki zgon karty – doceniajcie chwile :).

Więc pograłem… Liznąłem pięknego świata wykreowanego przez CD Projekt Red na podstawie prozy Andrzeja Sapkowskiego. Tak jest – pograłem. Teraz czeka mnie odwyk. Karta się… popsuła.

Trzy tygodnie temu kupiłem nowego kompa. Jako iż trochę stary jestem i składanie już mi się nie widzi postawiłem na gotowy zestaw. Ponieważ zamówiłem edycję kolekcjonerską Wiedźmin 3: Dziki Gon komp rzeczony musiał pociągnąć tą produkcję.

Wiecie, nie grałem od dawien dawna, jakoś 8 lat temu z gracza hardcore`owego stałem się casual`em. The Witcher miał to zmienić. Komp dotarł, okazało się, że w środku firma składająca wmontowała nieco inną kartę graficzną. Miał być Gainward GTX 970, a był Palit GTX 970. Wkurzyłem się, ale pani mi napisała, że to to samo praktycznie. Jeśli chcę to mogę odesłać i przyślą mi właściwą. Spoko – ostatecznie nie chciałem, skoro jednak to samo to niech będzie.

W międzyczasie zdążyłem przejść The Vanishing of Ethan Carter. Piękna gra, prezentowała się wyśmienicie, historia również mnie zauroczyła. Krzykacze jak zwykle nie mieli racji w ocenie tej produkcji. Potem zakupiłem pada od Xbox360, coby grało się wygodniej.  Przed premierą od kolegi Heńka wyżuliłem też konsolę, aby ukończyć dwójkę przed trójką. Byłem gotów! Był komputer, był fajny padzik, będzie kozacko!

Dzień premiery i oczekiwanie. Jest! Kurier dotarł z ogromną – gigantyczną paczką. W końcu! Po pracy instalacja. Były małe problemy. Monitor w jej trakcie zgasł i nie chciał odpalić. To był chyba zwiastun nieszczęścia dnia kolejnego…  Instalację zacząłem od nowa. Po drugim podejściu udało się, gra zainstalowana, śmiga na najwyższych ustawieniach. Jako, że nie jestem sadystą, ustawiłem 30 klatek na sekundę,  coby komp miał jednak trochę rezerw w razie potrzeby. Zobaczyłem Kaer Morhen i oszalałem. Ależ to wygląda, pośladki Yennefer też niezłe, ale ten widok z balkonu. Oł maj fakin gad! Zaśmiałem się z porównań, które pojawiały się na kilka dni przed premierą. Ta gra jest piękna i tyle. Zasnąłem spokojny.

Kolejnego dnia po pracy zasiadłem do kolejnej sesji. Wiedziałem, że czasu niewiele na granie, wykonałem kilka questów i po godzinie zakończyłem zabawę. Wyłączyłem komputer, przy zamykaniu systemu zainstalowały się aktualizacje. Dwie godziny później próbuję włączyć, tym razem w celach zawodowych. Zasilanie jest, ale monitor nie wykrywa nic. Ciemno, głucho, nie działa. Kolejne 2 godziny poświęciłem na weryfikację usterki. Niestety, to karta. Karta Palit GeForce GTX 970 padła. Ta karta, którą mi bez konsultacji wsadziła firma składającą komputer i twierdziła, że to to samo. Niezły szajs, dziś wysyłam na gwarancję.

Niestety, nie pogram w Wiedźmina przez co najmniej 3 dni, a maksymalnie 21 dni, znając życie co najmniej dwa tygodnie. W tym miejscu apel do krzykaczy: cieszcie się, nasi spisali się na medal, a biadolicie o grafice. Nawet jeśli grafika stanowi dla Was słaby element, to gra ma wiele innych aspektów. Po tych 5 godzinach które dane mi było ugrać widzę, że zagraniczni recenzenci wiedzieli co czynią. Jedynka była rewelacyjna, dwójka mi osobiście podobała się nieco mniej. Trójka zapowiada się na wyśmienitą przygodę, od której czeka mnie odwyk. Wy możecie grać. Chędożona karta… Trza było brać konsolę…

2 przemyślenia nt. „Dziki zgon karty – doceniajcie chwile :).”

  1. Jak ktoś kupuje Palita, to niech się nie dziwi że potem takie akcje się dzieją. Mój Gigabyte 970 podkręcony fabrycznie podczas gry w Wieśka chodzi średnio o 5 stopni C chłodniej niż w GTA 5. Poza tym ten ozdobnik niczym z kufajki z PGRu jest piękny niczym króliczek w lochy.

  2. Problem w tym, że o każdym produkcie znajdzie się opinie mega za i mega przeciw. Dziś z ciekawości chwilę grzebałem w opiniach wersji karty GTX 970 od firmy Palit. I znalazłem same pozytywne recenzje…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *