Z wirtualnej rzeczywistości na realną wystawę.



Są na świecie ludzie, którzy potrafią zrobić coś z niczego. Naturalne talenty, którym w zasadzie niewiele potrzeba aby stworzyć coś bardzo dobrego i nietypowego. Jedną z takich osób jest Kamil „Lilszu” Stankowski.

Teoretycznie nie posiada on nic, co powinien posiadać fotograf. Swoje zdjęcia w większości wykonuje aparatem egzotycznej marki „Joytech”. Sprzęt ten mógłby służyć za aparat w tanim telefonie komórkowym. Mógłby, ale tak nie służy. Za sprawą magicznych rąk Lilszu fotografie wykonane Joytechem, można podziwiać na wystawie w Gryfowie. Możliwości okazują się spore.

Demonstrowane na wystawie prace cechuje ogromna różnorodność. Są akty, pejzaże, portrety, zdjęcia w skali makro, jak i eksperymenty. Wystawa nosi nazwę: „Granice moich myśli oznaczają granice mojego świata”. Dla mnie wystawione fotografie pokazują jasno, że wyobraźnia Kamila, nie ma absolutnie żadnych granic. Na zdjęciach są uwiecznione ludzkie emocje; chwile radosne i te mniej radosne. Kamil ponadto zauważa wiele ciekawych rzeczy w otaczającym go świecie. Co ważne, jest to również nasz świat, ponieważ większość fotografii powstała w Gryfowie, lub okolicach.

Lilszu swoją popularność zdobył dzięki systematycznie prowadzonemu fotologowi. Ponad półtora roku codziennie zamieszczał po jednej fotografii. Często bywało tak, że dodanie komentarza wychwalającego zdjęcie przestawało być możliwe po 10 minutach. Pod każdym zdjęciem Lilszu mogło się znaleźć maksymalnie 20 komentarzy. Jego ujęcia pojawiły się czterech z dziesięciu okładek Gryfowskich Odlotów – darmowego dodatku do samorządowego miesięcznika, z którego teksty znajdują się obecnie na ithink.pl.

Fotografowanie jest pasją, której Lilszu poświęca bardzo dużo czasu. Jak mówi, niekiedy potrzeba dziesiątek prób i cierpliwości, aby osiągnąć upragniony efekt. Sfotografowanie pewnej osy kosztowało go kilkadziesiąt minut pościgu. Są też zdjęcia, które były powtarzane niezliczoną ilość razy, aż w końcu wyszły.
Mimo wielu starań, zdarzają się również trudne okresy, gdy nawet setki prób nie owocują udaną fotografią. Zdjęcie Blessing powstała właśnie w takim czasie. Lilszu brakowało pomysłów, sfotografował siebie, z rozłożonymi rękoma zwracającymi się ku Bogu. Po zdjęciu można wywnioskować, że prośba została wysłuchana, a Lilszu znów powrócił do formy. Kamil nigdy nie idzie na łatwiznę, a ze swojego aparatu stara się wyciągnąć, co tylko można.

Pierwsza autorska wystawa Lilszu to zaledwie 40 prac z bardzo bogatego dorobku autora. Nie wszystkie z nich są tymi, które Kamil chciał pokazać. Niektóre bardzo dobre zdjęcia nie spełniały minimalnych wymogów technicznych, aby móc je umieścić w antyramach, w tak dużym formacie. Nie oznacza to, że w Gryfowie prezentowane są złe fotografie. Lilszu ma po prostu bardzo dużo dobrych zdjęć. Można się o tym przekonać odwiedzając internetową galerię twórcy pod adresem www.lilszu.getphoto.net. Jest tam zdecydowanie więcej ujęć spod ręki Kamila. Fotografie wykonane na wernisażu są w sieci. Niedługo wystawa rusza w Polskę. Zdjęcia z wernisażu znajdują się na www.mariuszdragan.com. Każdy może jednak wyrobić sobie sam opinię. A następnie zasponsorować Kamilowi aparat :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *